Jadłam właśnie obiad. Chodź '' jadłam '' to chyba niezbyt dobre stwierdzenie, raczej ciapciałam w nim. Ciągle myślałam o tamtym zajściu. Próbowałam wyciągnąć coś od Denisa, ale on milczał. Na siłę raczej też nic nie wyciągnę. Pozostało mi tylko czekać.
- Natasza - powiedziała do mnie mama, położyła mi rękę na ramieniu.
- Słucham? - popatrzyłam na nią.
- Wiesz, że jak nie będziesz jeść możesz popaść w anoreksję?
- Boże, mamo - westchnęłam. - Jeden posiłek mi nic nie zrobi. - warknęłam i wstałam szybko, nawet nie sprzątając po sobie. Pobiegłam do korytarza, i wzięłam swoje klapki w rękę. Wybiegłam z domu, nie zwracając uwagi na wrzaski mojej mamy. Sama sobie była winna, nie było trzeba zaczynać.
Szłam powoli, zrezygnowana. Dlaczego rodzice zawsze muszą być tak upierdliwi? Nie mogą dać sobie spokoju? Boże, to moje życie i będę sobie robić z nim co chcę.
Skręcając za róg zobaczyłam Denisa, chcąc, żeby mnie nie zauważył, szybko się cofnęłam. Wystawiłam głowę, żeby podsłuchać rozmowę. Może to nie fair, ale mam to gdzieś.
Denis stał z jakimś chłopakiem. Wytężając wzrok zauważyłam, że to Charlie, znajomy ze szkoły. Nie znałam go zbyt dobrze, ale widywałam go często na korytarzu. Rok temu zarywał do Rose. Co było śmieszne, bo ona całkowicie go olewała, ale on się nie poddawał.
Denis i Charlie jarali szlugi. Zdziwiłam się trochę, bo Denis wygląda na takiego z tych '' dobrych '' dzieci z '' dobrego '' domu. Zastanowiłam się, czy jego rodzice wiedzą.
- Mówię Ci, jak nic na mnie leci. - To był on.
- Jasne, wiesz, że Nat, jest jedną z najtrudniejszych do zdobycia lasek? - Usłyszałam Charliego.
A więc mówili o mnie. On chciał mnie tylko zaliczyć. W każdym bądź razie, nie uda mu się. Na pewno nie teraz. Westchnęłam zrezygnowana. Chłopacy.
Postanowiłam przejść obok nich, jakby nigdy nic, żeby mnie nie nakryli. Rozejrzałam się spokojnie i wyszłam. Przez chwilę nie widzieli mnie.
- O, hej Nataszko - Podszedł do mnie Denis.
O mój boże. Dopiero teraz zobaczyłam, że jest upity na całego. W końcu sobota. Ale po południu?
- Hej - warknęłam.
- Nie tak ostro - uniósł obydwie ręce w górę.
- Idź się wyspać. - Spojrzałam na niego.
Popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- Nie przesadzaj. - Objął mnie jedną ręką w talii.
- Spadaj! - Odepchnęłam go. Czułam jak mój gniew rośnie.
Nagle odskoczył ode mnie.
- Boże Twoje oczy.. - patrzył na mnie zaszokowany.
Nie rozumiałam o co mu chodzi, pewnie chyba za mocno się upił. Westchnęłam. Sięgnęłam po telefon, i dopiero w jego odbiciu zauważyłam o co chodzi. Moje oczy nie miały źrenic, niczego. Były całe czarne.
Zamknęłam je.
-Denis coś Ci się wydaje, masz zwidy. - Warknęłam i pobiegłam szybko, w stronę lasu, który rósł niedaleko. Zawsze bałam się tam chodzić. Ale teraz czułam się tam bezpiecznie.
Co się ze mną dzieje?