Wychodziłam właśnie ze szkoły. Wreszcie trzecia gimnazjum, pomyślałam. Byłam zadowolona ponieważ, mogłam wrócić do szkoły. Wbrew pozorom brakowało mi tej szkoły. Nauczycieli, karcących mnie i przyjaciółkę za gadanie na lekcji. Brakowało mi wszystkiego. W szkole zapominałam o życiu codziennym. Czułam się tam jakbym zatrzymała się w czasie. Nigdy nie zwracałam uwagi na szczegóły. Bo i po co? Żyję się chwilą, prawda?
Niestety, powrót do szkoły miał swoje minusy. Nie mogłam już cieszyć się tym ciepłem. Uśmiechnęłam się
smutno na same wspomniania z wakacji. Kto wtedy myśli o ocenach? Nigdy nie wiedziałam co chce robić w przyszłości. Dla mnie to nie jest takie ważne teraz.
- Hej Natasza! - usłyszałam moją najlepszą przyjaciółkę Rose. - I jak Ci minęły wakacje?! - wrzeszczała zadowolona. No tak cała ona.
Uśmiechnęłam się pogodnie.
-Dobrze, a Tobie?
Nie wiem po co się pytam, przecież to Rose. Chodząca piękność. Poczułam ukłucie w sercu. Dlaczego ja nie mogę mieć takiego życia?
Rose była wysoką blondynką z niebieskimi oczami. Zgrabne nogi i na dodatek bogata.
Ja byłam wysoka, miałam brązowe włosy i niebieskie oczy. Wiele osób powtarzało mi, że jestem ładna, ale jakoś nie chciałam w to wierzyć. Może to moja niska samoocena?..
- O mój boże! Minęły mi super. Byłam na Florydzie. Super tam jest. - No tak. Czego się spodziewałam?- I poznałam tam super dupeczkę. Rozumiesz? - uśmiechnęła się i puściła do mnie oczko. - Jednorazowa przygoda.
- Hym, to dobrze. Sorka trochę mi się śmieszy. Cześć. - Odeszłam szybko, nie oglądając się za siebie. Nie chciałam słuchać, jak moja przyjaciółka się chwali. Lubię ją, ale mnie czasami denerwuje. Nawet nie wiem, jak zaczęłyśmy się przyjaźnić. Zastanowiłam się chwilę.
Nic. Nie pamiętam. Westchnęłam zrezygnowana i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Było ciepło.
Do domu doszłam w dziesięć minut. Chodź od domu do szkoły mam zaledwie dwie minuty.
- Cześć mamo! - krzyknęłam, zdjęłam buty i pobiegłam na górę do siebie. Zamknęłam powoli za sobą drzwi. Przy moich nogach zaczęła łasić się Rocky - mój husky. Miała 4 miesiące.
Pogłaskałam ją leniwie po pyszczku.
-Hej mała. - Lizała mi dłonie.
Wstałam i wywaliłam się na łóżko. Było jeszcze wcześnie, zaledwie 16:00. Jęknęłam. Usiadłam niezgrabnie i zaczęłam przeczesywać sobie włosy ręką. Co tu zrobić?
- Natasza! Ktoś do Ciebie! - usłyszałam głos mamy.
Wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach. To pewnie Rose.
-Daj mi spokój jestem zmęczona. - Westchnęłam nawet nie patrząc w stronę drzwi.
- Tak witasz przyjaciół? - Odezwał się John.
- John! Co Ty tu robisz?! - wrzasnęłam zszokowana i podbiegłam do niego. Przytuliliśmy się do siebie.
-Co ja tu mogę robić? - Zaśmiał się. - Mieszkam w domu obok i wróciłem z wakacji.
Poczułam, że się czerwienię. Taka gafa.
- No tak. - Oderwałam się od niego. - Wejdziesz?
-Nie, ja tylko na chwilę wpadłem. może jutro? Po lekcjach co Ty na to? - uśmiechnął się do mnie, odwróciłam wzrok.
-Okej niech będzie.
Wystarczyło czekać do jutra. Aż jutra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz