piątek, 31 maja 2013

Rozdział 3

Poczułam jak się czerwienię, szybko spuściłam głowę, żeby nie zobaczył moich rumieńców.
- Jestem Natasza - mruknęłam i patrzyłam się na zeszyt przede mną.
- Bardzo ładne imię.
Spojrzałam na niego, patrzył się na mnie uporczywie.
- Dziękuje.
Ciągle nie odwracał wzroku, czułam się dziwnie. Od zawsze miałam problem z nawiązywaniem kontaktów tym bardziej z chłopakami. Zawsze czerwieniłam się, kiedy ktoś obcy się do mnie odezwał. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło.
Denis przez całą lekcję już się do mnie nie odezwał, kiedy zadzwonił dzwonek spakowałam się szybko i szybkim krokiem wyszłam na korytarz. Od razu zauważyłam John'a opartego o parapet.
- Cześć Nat ! - uśmiechnął się do mnie promiennie i wziął mnie za rękę. U nas taki gest jak trzymanie się za rękę nie miał znaczenia przynajmniej dla niego, dla mnie był ważny. Niestety, on nie wiedział o moich uczuciach.
- No hej. Jest długa przerwa, idziemy na podwórko? Ciepło jest dzisiaj nawet. Biorąc pod uwagę, jaki jest miesiąc. - uśmiechnęłam się.
- Okej.
Zaczęliśmy zbiegać po schodach, zawsze się tak ścigamy. Pamiętam jak kiedyś Josh biegł tak szybko, że nawet nie zauważył nauczycielki która szła z kawą. Wleciał na nią i dostał niezły ochrzan. A przez resztę dnia musiał chodzić w zalanej bluzce. I pomyśleć, że było to pół roku temu.
Na podwórku zdjęłam bluzę i zawiązałam ją sobie wokół bioder. Josh i ja szliśmy do jego domu. Na każdej przerwie tak robimy.
Jego dom był podobny do mojego duży, jasny i drogi. Z tyłu miał jeszcze basen, w którym kąpaliśmy się każdego lata, od kiedy byliśmy dziećmi. Pamiętam jak każde wakacje spędzałam u niego. Spaliśmy w namiocie, bawiliśmy się, nie martwiliśmy się co będzie, żyliśmy teraźniejszością.
Weszliśmy do jego domu, zaprowadził mnie do salonu.
- Widzę, że się już rozgościłaś. - Spojrzał pobłażliwie.
Chodziło mu o to, że położyłam się na kanapie.
- Uhm .. - jęknęłam. - Położyć się nawet nie można? - Spojrzałam na niego spode łba.
Wzruszył ramionami. Zauważyłam, że coś go trapi. Spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Nat.. Słuchaj .. Tylko się nie denerwuj.
- No, dajesz. - Powiedziałam niepewnie.
- Czy ten Denis .. no wiesz.. podoba Ci się?
- Nie - zaprzeczyłam. - Skąd te myśli? Co zazdrosny jesteś?
- Chyba na głowę upadłaś! - walnął mnie poduszką. - Po prostu .. dziwny jest.
- Uuu... John jest zazdrosny! - krzyknęłam i zanim się obejrzałam, już mnie zwalił na ziemię.
- Ej, no żartowałam!
- Wiem, ale nie mogłem się powstrzymać. - Uśmiechnął się szyderczo.
-Chodź już, bo się spóźnimy.
Zabraliśmy niechętnie nasze torby i znowu szliśmy do szkoły. Nagle przez moje ciało przeszedł dreszcz, aż się zgiełam w pół.
- Nat?! - John krzyknął zaniepokojony.
- Uhm.. już mi nic nie jest. - podniosłam się niepewnie, nie wiedząc, czy znowu ten ból wróci.
- Co to było?
- Nie wiem właśnie.
Ale John nie patrzył się na mnie z przestrachem, on patrzył na mnie jakby coś wiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz